Z wiatrem

  • Fotele i pasy - sprawdzone, zapięte.
  • Zawór paliwa - odkręcony
  • Radiostacja - wyłączona
  • Hamulce - zaciągnięte
  • Bezpieczniki - sprawdzone
  • Mieszanka - bogata
  • Ogrzewanie gaźnika - wyłączone
  • Przepustnica - 0.5cm do przodu
  • OD ŚMIGŁA!
  • Akumulator - podłączony
  • Rozrusznik - start
  • Ciśnienie oleju - w normie

Uff, silnik uruchomiony. Oczywiście, po uprzednim uzyskaniu zgody Sobienie Radia. Continue Reading »

Teorii ciąg dalszy

Książka silnika. Książka śmigła. Książka płatowca. Świadectwo rejestracji. Świadectwo zdatności do lotu. Poświadczenie zdatności. Instrukcja użytkowania w locie. Pozwolenie radiowe. Licencja pilota. Potwierdzenie OC. Dokumenty dotyczące sprzętu dodatkowego zainstalowanego w kabinie. Uff, jak dobrze, że to tylko Cessna. Piloci samolotów rejsowych mają pewnie z dwie walizki papierów do noszenia… Teraz wiem, że samolotu nie trzyma w powietrzu siła nośna, Równanie Bernoulliego ani nawet ciąg silnika. Tym, co pozwala nam latać, jest wypełniona i aktualna dokumentacja. Brrrr…
Continue Reading »

W szkolnej ławie

Teoretyczny kurs pilotażu samolotów ppl(a) odmładza. Przynajmniej - mentalnie. Przez pierwsze godziny znów czułem się jak na studiach (przegląd prawa lotniczego), kolejne (zasady lotu) - cofnęły mnie do czasów podstawówki i podstaw fizyki z aerodynamiką.

Z prawnego punktu widzenia, najważniejszymi dokumentami które warto przeczytać, są dwa rozporządzenia (będące de-facto tłumaczeniami materiałów międzynarodowych - i bardzo dobrze!). Dla zainteresowanych - linki: techniczne przepisy ruchu lotniczego i zasady działania służb ruchu lotniczego. Co prawda oba uchylone kilka miesięcy temu, ale ich zawartość wciąż obowiązuje. W sumie… istotnych dokumentów, prezentacji itp pewnie się nagromadzi przez całe szkolenie tyle, że warto je zgromadzić na jednej stronie. Dlatego po prawej pokazała się zakładka Materiały dla pilotów, w której znajdą się najciekawsze (a czasem nudne, lecz przydatne) materiały i odnośniki.

Ale wracając do tematu; z istotnych rzeczy warto wspomnieć, że dzięki konwencji chicagowskiej (1944, tworzy ICAO), możemy latać własnymi samolotami praktycznie po całym świecie. Gorsza sprawa jest taka, że bez amerykańskiej licencji nie polatamy samolotem zarejestrowanym w USA - nawet nad terytorium Polski. Konwersja z polskiej na FAAową jest dość prosta, w drugą stronę czasem są rzucane pod nogi kłody.

Latać możemy prawie wszędzie - z tym, że słowo prawie jest tu słowem kluczowym. Ze względu na rozmaite potrzeby, fragmenty przestrzeni powietrznej nad Polską zostały wydzielone. I tak - mamy strefy D(angerous), R(estricted) i P(rohibited). Są zwykle zaznaczone na mapach, a oznaczają, że przed lotem warto się upewnić, czy nas nie zestrzelą podczas ćwiczeń wojskowych na poligonie w Zielonce, czy nie wyślą po nas F-16 (okolice reaktora w Świerku), ewentualnie - czy nie przestraszymy sarenek biegających po Puszczy Kampinoskiej.

Jakby tego było mało, poszczególne fragmenty przestrzeni powietrznej mogą być rezerwowane do rozmaitych celów - na przykład dla szybowników, skoczków spadochronowych czy też lotnictwa wojskowego. Dlatego przed każdym wylotem trzeba sprawdzić aktualny stan przestrzeni powietrznej, żeby nie wpakować się w nisko przelatujące Iskry.

Dalej - część przestrzeni powietrznej (tzw klasa G) jest otwarta dla wszystkich (prawie!) bez wyjątków - możemy sobie (tylko teoretycznie!) latać, zwiedzać i się dobrze bawić. Czasem wlatujemy w strefę C(ontrolled) - tego nie wolno nam zrobić bez wcześniejszego złożenia planu lotu, uzyskania radiowej zgody na wlot od jednostki zarządzającej i uruchomionego sprawnego transpondera pokazującego kontrolerowi naszą aktualną wysokość. Są też oczywiście strefy ruchu lotniskowego, czasowo zarezerwowane, dolotowe do czasowo zarezerwowanych… Bez mapy i aktualnych informacji może być ciężko. Na szczęście często dostaniemy radiową informację, że właśnie się pakujemy w czyjś rejon - ale nie można liczyć, że zawsze takie ostrzeżenie dostaniemy.

Drugi element zajęć (Zasady lotu) ma nam wyjaśnić, dlaczego właściwie samolot lata. W sumie jest to powrót do fizyki z ostatnich lat podstawówki (gimnazjum?!) - wzory na siłę, przyspieszenie, moment, sposoby obliczania ciśnienia statycznego, dynamicznego i całkowitego. Kąty natarcia, środek ciężkości, wytwarzanie siły nośnej, opór indukowany i biegunowa. Fajne, nie? :) Ale i tu jest parę ciekawostek - wreszcie się dowiedziałem, do czego tak naprawdę służą winglety - to takie zagięte końcówki skrzydła. Byłem przekonany, że ich jedyną funkcją jest redukcja turbulencji na końcówkach skrzydeł - a tu się okazuje, że wykorzystuje się je też do wygenerowania dodatkowej siły nośnej i pchającej. Fajne, nie? Szkoda tylko, że Cessna to taki grzmot, że jej nawet winglety nie pomogą. No cóż, przynajmniej niezawodna.

W kolejny weekend - początek nawigacji. Może być ciekawie…

Proszę pokazać język, czyli pierwszy krok w chmurach…

Proszę pokazać język. I powiedzieć AAAaaaa. Dziękuję. Oddychać, nie oddychać. Można oddychać. EKG, kłucie, laryngolog, okulista, spirometria, badanie pola widzenia… Trzy godziny później mam to na papierze - zdolny. Niestety, co prawda nie do wszystkiego, ale do latania - owszem. Pierwszy krok w chmury zaliczony - kolejne badanie w 2013.
Continue Reading »

Radiosłowa

Obraz jest wart więcej niż tysiąc słów. Prawda? Chyba nie. Bez telewizora można żyć. Bez radia… pewnie też - ale co to za życie? ;)

Dziś w radiu króluje muzyka. Czasem lepsza, czasem gorsza - ale zwykle wypiera Słowo. Nawet dawni specjaliści od opowieści usuwają się w cień, dając pierwszeństwo muzyce. Czasem jednak towarzyszy jest opowieść. Obchodzący jakiś czas temu 45-lecie pracy przy mikrofonie Piotr Kaczkowski prowadzi genialne wywiady z Artystami. Nie takie, które można znaleźć w pierwszej z brzegu gazetce, w których muzycy odpowiadają na pytania o ulubione danie, kolor i “kim wy właściwie jesteście, bo tak w ogóle to ja jestem na zastępstwie, a zwykle piszę horoskopy”. Pan Piotr wie o artystach z którymi rozmawia wszystko, chyba nawet więcej niż oni sami o sobie. To nie przesada - nierzadko w rozmowie z jego ust pada zdanie “powiedziałeś kiedyś…” - i na zdziwione spojrzenie artysty, uzupełnienie - “to było wtedy a wtedy w takiej a takiej sytuacji”. Continue Reading »

mgr honey

Punkt pierwszy z Life update załatwiony definitywnie. Od 22 lipca (tyle tragicznych wydarzeń w polskiej historii się z nią wiąże) mam prawo posługiwania się przed nazwiskiem trzema literkami bez kropki.

Skoro blocking point usunięty z listy, można zabrać się do powrotu do życia i realizacji innych zamierzeń. Najbliższe cele: punkt drugi, trzeci, pewnie czwarty… i może PPL(A)?

Radio czas zacząć

Dzisiejszy dzień zacząłem od Welcome to the pleasuredome, po którym poszło Psychonaut Lib III. Chciałem usłyszeć jedną po drugiej, bo kiedy przypadkiem usłyszałem końcówkę Psychonauta, momentalnie skojarzyło mi się to z niedawno słuchanym winylem. Co łączy te dwa utwory? Przede wszystkim fakt, że są niezmiernie rzadko odtwarzane w radiu. Powodem nie jest ich poziom artystyczny, ani też moda bądź brak na konkretnych wykonawców. Problemem dla współczesnego radia jest fakt, że pierwsza piosenka ma w pełnej wersji blisko 14 minut, druga - około dziewięciu. W rozgłośniach komercyjnych nie ma miejsca na tak długą muzykę.

Co więc się stanie z całymi płytami Floydów, które przecież często są jednym utworem trwającym kilkadziesiąt minut i sztucznie podzielonym na fragmenty? Skąd dziś mamy poznawać nową (albo starą!) muzykę, która - jeśli już jest emitowana - to jest wyrwana z kontekstu? Dawniej radio było głównym miejscem, z którego można było czerpać wiedzę o muzyce, dziś poza nielicznymi chlubnymi wyjątkami (przepraszam nielicznych pominiętych) - tak nie jest.

Dokładnie 50 lat temu zaczął nadawać eksperymentalnie Program Trzeci Polskiego Radia - wylęgarnia talentów i wieloletnia szkoła dobrej muzyki. Dziś nowym eterem jest internet. Może więc stworzyć internetowe radio autorskie prowadzone przez ludzi, którzy muzykę kochają, którzy potrafią ją zaprezentować i o niej opowiedzieć, no i w końcu - którzy chcą to robić? Zresztą - dlaczego skupiam się na muzyce? Dzisiejsze radio odwraca się też od zwykłego słowa mówionego…

Propozycja udziału w nowym projekcie jest jak najbardziej poważna - jeśli jesteś zainteresowany (zainteresowana) powstaniem takiego radia i aktywnym w nim działaniem, proszę o kontakt. W dzisiejszych czasach nie trzeba dużo - wystarczy komputer, łącze do internetu, dobry mikrofon i wiedza, kreatywność. Zapraszam!

Radio satelitarne… to nie ma sensu!

Radio Sirius to amerykańska stacja radiowa… a właściwie ponad 130 stacji (to pewne nadużycie semantyczne, ale niech zostanie) w jednym budynku. Całość nadaje przez satelitę oraz internet, w celu polepszenia odbioru w miastach zbudowano też całą sieć przekaźników zapewniającą sygnał samochodom na zatłoczonych ulicach. To rewelacyjny projekt - ponad sto kanałów radiowych, tematycznie uszeregowanych od prawicowych rozmów po muzykę techno. Do tego wszystko w cyfrowej jakości i w zasięgu ręki niezależnie od miejsca, w którym się znajdujemy. Jest to szczególnie ważne w USA, które są “odrobinę” większe od Polski. Sirius to projekt, którego zawsze zazdrościłem Amerykanom. Udało im się doprowadzić do realizacji marzenie o “nieograniczonym” eterze, w którym na skali odbiornika zmieści się więcej niż kilka stacji. Dlaczego więc nie ma to sensu w Europie?

Kiedy spojrzymy na wyniki finansowe Siriusa, nie wzbudzą one naszego entuzjazmu. Rok 2006 projekt zakończył ze stratą ponad miliarda dolarów. Co by nie mówić, radio satelitarne jest drogie w eksploatacji. Żadna firma w Polsce raczej nie wejdzie na taki rynek - bo przy 30 milionach potencjalnych (!) słuchaczy, przyzwyczajonych do “darmowego” radia będzie on zawsze rynkiem mało dochodowym. Ktoś mógłby powiedzieć - to zróbmy ogólnoeuropejskie radio satelitarne - coś takiego jak ciągle rozbudowywany Worldspace! Jest jeden ogromny problem - bariera językowa. Sirius Radio działa na homogenicznym językowo rynku, na którym dominują angielski i hiszpański, więc bariera językowa nie jest problemem. Każdy potencjalny odbiorca Siriusa prawdopodobnie mówi po angielsku. Tak nie jest w Europie, gdzie króluje kilkanaście języków i nawet w centrum Warszawy nie zawsze da się dogadać “w lengłidżu”.

Jednak nic nie jest stracone - co prawda radio satelitarne jest mało realistyczną pieśnią przyszłości, na radio cyfrowe (DAB) czekamy od lat i pewnie jeszcze poczekamy… ale jest internet. Uniwersalne medium, które często jest dostępne tam gdzie fale radiowe nie docierają, a przy spadających cenach za dostęp via 3G - wykorzystywalne również w samochodach… Co więcej, jedyną barierą wejścia są ZAiKSy, ZPAVy i ZASPy, no i kreatywność potencjalnych nadawców. Po przejrzeniu lokalnego rynku e-stacji mam wrażenie, że to ostatnie bardziej niż te pierwsze - większość stacji nadaje rozmaite wersje disco/techno/club/umcyk… Jednak ważne jest to, że mogą nadawać i to robią - takiej możliwości nie było jeszcze kilka lat temu, kiedy jedyną szansą “wejścia” było nadawanie bez licencji…

Dziś to internet jest przyszłością radia - zwłaszcza autorskiego. To co, kto chętny do wejścia? :)

The last DJ

Z dumą oznajmiam, że z tego doświadczenia wyciągnąłem bardzo wartościową lekcję. Lekcję, która została ze mną przez całą moją zawodową karierę. Nigdy, pod żadnym pozorem, nie opuszczać studia by zapalić jointa. Od tego dnia zawsze zamykałem drzwi studia i miałem pod ręką puszkę odświeżacza powietrza. To Jim Ladd, legenda amerykańskiego radia, opisujący swoje pierwsze doświadczenia za mikrofonem. Jednak Radio Waves: Life And Revolution On The FM Dial to nie kolejna radosna opowiastka o życiu pełnym sukcesów, jakich tysiące zapełniają półki typowej księgarni. Książka Ladda to opowieść o powstaniu, rozkwicie i upadku autorskiego “zbuntowanego” radia, mającego żywy kontakt ze słuchaczami, którego twórcy kochali muzykę którą grali.

Kiedy Jim zaczynał, w amerykańskim eterze królowały nadające “spokojną” muzykę stacje AM. FM było miejscem na malutkie, nieliczące się rozgłośnie - a więc również miejscem na eksperymenty. Tom Donahue, czterdziestoletni hippis, wykorzystał możliwość eksperymentowania i przekonał właściciela upadającej stacji by ten pozwolił mu wykorzystać ją w zupełnie nowym celu - do przekazywania jakiegoś przesłania za pomocą muzyki. Tom, którego archiwalne audycje krążą jeszcze po sieci, wybierał muzykę tak, by coś sobą komunikowała. Albo wiązały się z tym, co było istotne w danym momencie dla młodej części społeczeństwa, albo - ułożone po kolei - opowiadały rozmaite historie. Nie były muzyka przypadkową. Eksperyment Toma odniósł sukces, a jego stacja stała się legendą ‘free form radio’.

Stacje FM zaczęły skutecznie konkurować z gigantami AM. W praktyce stało się to zapowiedzią końca wolności w eterze - pojawiły się koncerny medialne, które zastosowały znany schemat “cztery znane piosenki wybrane specjalnym algorytmem, nazwa stacji, reklama, wracamy do punktu pierwszego”. Gwoździem do trumny free form radio stało się zniesienie obowiązku odczekania trzech lat po zakupie stacji przed jej sprzedaniem - radia stały się przedmiotem handlu takim samym jak wszystko inne, więc właścicielom zależało tylko na szybkim wzroście słuchalności i odsprzedaży produktu dalej…

Jim Ladd miał to szczęście, że w swojej karierze pracował zarówno w radiu “sformatowanym”, jak i w tym prawdziwym. Kochał i to pierwsze - bo od takiego zaczynał poważną prace, i to drugie. W tym pierwszym odniósł olbrzymi sukces - jego audycje były rozpoznawane, w dużej mierze dlatego że udawało mu się wyłamać ze sztywnych nakazów formatu. Jednak w poszukiwaniu wolności odrzucił to i przeszedł do - wówczas trzeciorzędnej - stacji, która dawała mu możliwość samodzielnego planowania tego, co chce opowiedzieć słuchaczom. Ta trzeciorzędna stacja dość szybko stała się najbardziej rozpoznawaną marką w okolicy - i byłoby tak pewnie dalej, gdyby po pewnym czasie nie próbowano jej sformatować… Pojawili się managerowie, konsultanci radiowi dający receptę przed zbadaniem pacjenta… Słuchalność spadała na łeb. Jednak nikt w dużej korporacji nie wycofał wprowadzanych zmian - bo oznaczałoby to konieczność przyznania się do błędu. Formatowanie, jak w informatyce, niszczy. W tym wypadku bezpowrotnie - stacja Jima zaczęła nadawać muzykę z komputera, zrezygnowano nawet z zapowiadaczy…

Książka jest fascynująca - polecam. Niestety, dostępna tylko w języku Szekspira. Mogę udostępnić do wglądu podczas Pingwinariów :)

Jeśli ktoś pamięta teledyski do albumu Rogera Watersa Radio K.A.O.S., widział Jima Ladda w roli prezentera radiowego. Dziś można go posłuchać w kalifornijskim radiu KLOS (nadaje również online). Tom Petty nagrał piosenkę Last DJ, której treść jest zainspirowana postacią Ladda.
Utwór ten był (jest nadal?) zakazany w niektórych stacjach…

And there goes the last DJ
Who plays what he wants to play
And says what he wants to say

Where did you go Mr. D.J.?

Kilkanaście minut wcześniej dotarłem na miejsce. Droga była długa, samochód nie ma ogrzewania, byłem zmarznięty i zmęczony. Ciepła kąpiel i kawa były dosłownie na wyciągnięcie ręki. Ale nie mogłem wyjść z samochodu. Coś spowodowało, że nie bylem w stanie otworzyć drzwi, wstać z fotela - i wyjść. Z zewnątrz to coś wygląda niepozornie - kilka przycisków, jedno pokrętło… Ze środka dobiegały Słowa i Muzyka. Na szczęście w końcu zaczęła się przerwa reklamowa i można było przebiec do domu…

Czy zdarzyło wam się kiedyś, że mimo pośpiechu, mimo niewygody, mimo tysięcy zaległych rzeczy do zrobienia, zauroczeni Słowem i Muzyką nie byliście się w stanie oderwać od głośników? Jeśli znacie to uczucie, to najprawdopodobniej trafiliście w radiu na audycję autorską. Taką, w której muzyki nie dobiera wspomagany wynikami badań marketingowych komputer z liczącej dwieście utworów playlisty “najważniejszych utworów lekkiego rocka”, a najwyżej trzy-czterominutowe piosenki przerywane są tylko reklamami i pięciosekundowymi infantylnymi zapowiedziami. Trafiliście na program, w którym najważniejszy jest człowiek - samodzielnie dobierający utwory i potrafiący nimi, lub między nimi opowiadać ciekawe historie.

Skończyłem właśnie czytać rewelacyjną książkę Jima Ladda, legendarnego amerykańskiego prowadzącego (bardzo podoba mi się angielskie określenie ‘talent’ - słowo diskjockey straciło swoje znaczenie w późnych latach 70). Radio Waves: Life and Revolution on the Fm Dial (postaram się o niej napisać innym razem, warto) to opowieść o najlepszych latach amerykańskiego radia FM - i jego upadku. Jim zasłynął serią rewelacyjnych wywiadów z cyklu “Innerview”, zaś w swoich audycjach układał muzykę tak, żeby kolejne utwory współgrały ze sobą i opowiadały jakąś historię. Na długi czas zniknął z anteny gdy wielki biznes “odkrył” radio FM i przekształcił je w sieć stacji grających muzykę lekką, łatwą i przyjemną.

Upadek amerykańskiego FM miał miejsce w latach osiemdziesiątych, radio w Polsce podążyło śladem amerykańskiego mniej więcej dekadę później. Przez kilka lat w ogóle nie było miejsca na radio autorskie, ich śladowe ilości można było znaleźć tylko w nocnych godzinach radia publicznego.

Radio autorskie ma potężną siłę. Przyciąga do głośników. Wymaga aktywnego słuchania. Bywa trudne w odbiorze, bo emituje nie tylko muzykę “znaną i lubianą”, lecz również mniej osłuchane piosenki. Pewnie dlatego jest trudne do zaakceptowania przez działy reklamy…

Prawdziwe Radio… Dokąd odeszło?

Chciałbym korzystając z okazji oddać hołd Wielkim, którzy przetrwali zawirowania i wciąż nadają Muzykę którą znają, o której potrafią opowiedzieć, i którą wybierają samodzielnie…

The Kinks, Around The Dial

Radios of the world are tuning in tonight,
Are you on the dial, are you tuned in right?
One of our D.J.’s is missing.
Are you listening?
Are you listening to me?
Can you hear me?
Can you hear me clearly?
Around the dial.

I’ve been around the dial so many times,
But you’re not there.
Somebody tells me that you’ve been taken off the air.
Well, you were my favorite D.J.,
Since I can’t remember when.
You always played the best records,
You never followed any trend.
F.M., A.M. where are you?
You gotta be out there somewhere on the dial.
On the dial.

(Are you ready) We’re going ’round the dial,
(Are you listening) Around the dial,
(Are you tuned in) Around the dial,
(Are you searchin’) Around the dial.
F.M., A.M. where are you?
You gotta be out there somewhere on the dial.
On the dial.

Where did you go Mr. D.J.?
Did they take you off the air?
Was it something that you said to the corporation guys upstairs?
It wasn’t the pressure,
You never sounded down.
It couldn’t be the ratings,
You had the best in town.
Somehow I’m gonna find ya, track you down.
Gonna keep on searchin’,
Around and around and ’round and ’round…

(They’re searchin’) Around the dial,
(They’re listenin’) Around the dial,
(Poor station) The best in town,
(Poor D.J.) Who never let us down.
While the critics kept on knocking you,
You just kept on rocking around the dial.
Around the dial.

I’ve been searchin’ for you on my radio.
This time your station really must have gone underground
Somebody said you had a minor nervous breakdown.
Was it something that you heard,
Or something that you saw,
That made you lose your mind,
Did you lose control.
Did you step out of line?
If you’re there, give us a sign.

I can’t believe that you’ve been taken off the air.
Think I’ll sell my radio now that you’re not there.
You never gave in to fashion,
You never followed any trends,
All the record bums tried to hack you up,
But you were honest to the end.
Gonna keep my radio on,
‘Till I know just what went wrong.
The answers out there somewhere on the dial.
On the dial.

Can you hear me (around the dial)
Are you listenin’ (around the dial)
Are you out there (around the dial)
Can you hear me?
Around the dial.